sobota, 31 maja 2014

Rozdział 1 'List'

Federico 

Cały rozdrażniony wpadłem do domu mojej mamy- Angie, która przez telefon mówiła że coś się stało- mogły to potwierdzić wyważone drzwi. 
-Mamo?-spytałem widząc ją zapłakaną, wyłożoną na kanapie.
-Wróciłam do domu- szlochała- I zastałam Bota ze strzykawką w szyi, potem te drzwi i...
-I co?! Gdzie jest Violetta??
-No właśnie-podała mi kartkę- Przeczytaj... 



__________________________________________________
Drogi Panie Germanie! 
Zapewne pan o mnie zapomniał, po tym co pan osiągnął- taka firma to dla niektórych marzenia, a dla pana codzienność. Niestety, muszę pana poinformować o tym że dokładnie dzisiaj minęła data spłacenia długu który zaciągnął pan u mnie przed szesnastoma laty. Przy takiej fortunie ciężko pamiętać o marnych kilku tysiącach. 
Cóż, przykro mi że tak to się kończy- proszę się jednak nie martwić. Violetta jest pod naszą 'opieką'.  Chce pan ją zobaczyć? Nie ma mowy...
Skontaktuj się ze mną to porozmawiamy.
D.V
_________________________________________________





-Ale...nie rozumiem. Co..co tu się wydarzyło??- pytałem, a wtedy mam się podniosła i powiedziała przez łzy- Federico, Violetta została porwana. 
Zapadła grobowa cisza. Nie, to nie może być prawda. Viola zaraz tu wejdzie i krzyknie: Haha, ale cię nabrałyśmy!
Niestety, pomimo upływu czasu nic takiego się nie wydarzyło.
-Znajdziemy ją- powiedziałem pod nosem-Znajdziemy... 
Patrzyłem w zapłakane oczy mamy- rozmazany tusz do rzęs spływał po twarzy, zmieszany z łzami, tworzył czarne smugi na policzkach. Ostatni raz była taka zapłakana 10 lat temu, zaraz po rozwodzie, kiedy Violetta spytała kiedy tata wróci do domu- nie wrócił nigdy, a biedna mama nie wiedziała jak ma jej to powiedzieć. Ojciec to dupek- odciął się od nas-jedyne co to płaci na Violettę. Ja już dawno nie dostaję tych 'kieszonkowych'. Teraz to on wpłaci za nią kaucję- bo tego chyba chcą porywacze. Pieniędzy....
***
Jeszcze tego samego dnia, stanąłem przed czarną, zdobiona furtką. Rzuciłem okiem na nowy dom ojca- na bogato. Kiedy przez domofon, usłyszałem sygnał otwieranego zamka, przekręciłem gałkę, i wkroczyłem na teren posesji. 
-Federico, jaka miła niespodzianka!-zaszczebiotała Esmeralda-druga żona taty. 
-Odpuść sobie-spojrzałem na nią wymownym wzrokiem, a ona wzruszyła ramionami. 
German schodził po schodach z Delice na rękach- jego 9 letnią córką.
-Federico?-spytał pozytywnie zaskoczony- Co ty tu robisz?
Wtedy zmięty list od porywaczy rzuciłem mu wprost w czoło i rzekłem krótko- Zapłać im. 
-Nie rozumiem-powiedział zgorszony i podniósł kartkę. Zaczął czytać, a im dalej był tym bardziej jego oczy wyglądały jak monety. 
-Federico, chodźmy do biura. 
Tata usiadł w fotelu za biurkiem, splótł pale ze sobą i szepnął- Federico, z takimi sprawami nie powinieneś tutaj przychodzić...
-Dlaczego? Esmeralda nie może wiedzieć że sprzedałeś swoją córkę? Czy tobie na nas nie zależy? Mama zachodzi się z płaczu w domu, a ty karzesz mi nie mówić o tym? Zostawiłeś nas-to jedno, ale bezpieczeństwo twojego dziecka to drugie. Gdyby to Delice porwali to byś na głowie stawał żeby zapłacić porywaczom. 
-Nie mieszaj w to...
-Bo Violetta może cierpieć. Violetta może się bać, może ją coś boleć...Jeśli coś jej się stanie, to będziesz miał ją na sumieniu!- po tych słowach wyszedłem i trzasnąłem drzwiami. 
Wybiegłem z domu, wprost na deszcz. Viola kochała deszcz. 
-Gdzie jesteś?-spytałem a łza która niczym nie różni się od kropli deszczówki, spłynęła po mojej twarzy. 
-NO GDZIE?!!! DAJCIE MI JAKIŚ ZNAK!! 


Ani trochę nierozczarowany, pojechałem na uczelnię, gdzie studiowałem. 
Na małym parkingu zauważyłem motor mojego przyjaciela z którym znałem się od podstawówki- Fabio. 

Chłopak siedział przy stoliku w bibliotece. 
-Siema, co tam?-spytałem i usiadłem na przeciw jego na zielonym krześle. 
-Robię notatki. Ty nie?- spytał i rzucił na mnie okiem- Coś taki przygnębiony? 
-Violetta-westchnąłem i podparłem ręką czoło
-Co z nią? 
Opowiedziałem mu całą historię, w nadziei że coś wymyśli- był największym chuliganem w podstawówce, więc myślałem że on może mi pomóc. Jego żarty będą przekazywane jako przestroga dla nauczycieli z pokolenia, na pokolenie. 
-Powiem tak- zaczął i zamknął wszystkie książki- Trzeba zażyć podstępu i uzbroić się w cierpliwość oraz...skontaktować z moim starszym bratem. 
-Ale...jaki masz plan?
-Wszystko ci wyjaśnię w trakcie. 

1 komentarz:

Autorka bloga ma szczera nadzieję, iż post ci się podobał.
Zostaw komentarz :)