piątek, 30 maja 2014

Prolog

Hej!
Kaja poleciła żeby napisać jakąś notkę na początek więc oto ją piszę. Nie znam się jeszcze na tym!! Dobra nie będę was już zanudzać: 

Violetta

🐶Bawiłam się przed domem z moim psem rasy shitz-tzu (to się chyba tak pisze) o imieniu- Bot. Mamy nie było w domu- dzisiaj miała zebranie w pracy. Jest redaktorką naczelną w czasopiśmie dla kobiet. 
Niebo robiło się coraz tu ciemniejsze- w ciszy czekałam aż zacznie padać deszcz. Bot przypatrywał mi się, jakby pytał 'Dlaczego przestałaś się bawić?' 
Uśmiechnęłam się delikatnie i jeszcze raz spojrzałam w niebo. Granatowe chmury przesuwały się po niebie, i nagle...bum! Rozpadało się na dobre! Rozłożyłam ręce i rozpięłam włosy- uwielbiałam kiedy pada: 1.ten niesamowity zapach...2. cudowna atmosfera...3. wszelkie robale typu pszczoły,osy nie latały i mnie nie straszyły. 
Piskliwy szczek Bota, wyrwał mnie ze świata magii, w którym tkwiłam już jakieś dobre 20 minut. 
-Cicho!-skarciłam go, a zwierzak podbiegł do bramy. Na podjeździe stało czarne bmw, z którego wysiadło czterech mężczyzn. 
-Tam jest! Nie zróbcie jej zbytniej krzywdy...-powiedział jeden, a wtedy wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem i wręcz rzucili się w moim kierunku. Spłoszona uciekłam do domu- i to był mój największy błąd. 
Zatrzasnęłam drzwi i przekręciłam w nich klucz, który wrzuciłam spanikowana do szafy.
 Zaczęłam piąć się po schodach, i w bardzo szybkim tempie dobiegłam na 3 piętro- mój dom był ogromny...
Zdyszana nie mogłam złapać oddechu, a jednak oczami szukałam jakiegoś schronienia. Wtem, usłyszałam jak owi mężczyźni wywarzają drzwi- podjęłam spontaniczną decyzję o udaniu się na strych. 
Stare drzwi, które wzięłyśmy z domu babci nie domykały się więc przywaliłam je komodą, pufami, i fotelami. 
-Tu mnie nie znajdą-powiedziałam drżącym głosem- Tu jest bezpieczna. 
-Nie był bym taki pewien- odezwał się męski głos i poczułam jak ktoś zaciska mi palce na dłoniach. Strach na nowo mnie sparaliżował- już nie miałam gdzie uciec, a mężczyzna nadal zaciskał dłonie na moich nadgarstkach. 
Po jakiś 10 minutach takiego stania, zauważyłam ostatnią szansę- otwarte okno. Mężczyźnie zadzwonił telefon, co sprawiło że poluzował uścisk. 
To trwało parę sekund- biegłam w stronę okna, a on za mną- już prawie...prawie się udało i ... świat zawirował, a ja poczułam ból w okolicach kolan. 
-Myślałaś że mi uciekniesz, mała suko?-spytał tamten i ciągnąc za włosy, wymusił na mnie pozycję stojąca. 
Po wielu próbach, kompanom mojego oprawcy udało się otworzyć drzwi na strych. 
-Weźcie ją- facet pchnął mnie ze schodów, tak że się cała potłukłam, a kiedy już się z trudem podniosłam dodał: Tylko jej pilnujcie. Nie jest taka strachliwa... 
___

Leżałam związana w bagażniku bmw którym podjechali mężczyźni. Nadal czułam palce tego faceta na nadgarstkach i kolejna szarpnięcia za włosy. Bóle nóg, rąk i brzucha będą obecne przez najbliższe dni. Tylko dlaczego? Dlaczego to ja zostałam porwana...? Czułam się z jednej strony poniżona- 'mała suka?' czy ten gość wychowywał się w jakimś obozie koncentracyjnym, albo sierocińcu o bardzo niskim poziomie...? To jest niegrzeczne...co ja się oszukuję. Przecież żadnego innego zwrotu się spodziewać nie mogłam... W głośnikach leciała piosenka Justina Bieber'a- Lolly. Coś czuję że to będzie długa podróż. Już nie czułam smutku- tylko gniew przytłoczony lękiem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorka bloga ma szczera nadzieję, iż post ci się podobał.
Zostaw komentarz :)