To powinien być rozdział 7, ale przez długi czas w wyniku mojego błędu, był on rozdziałem 8- już nie zmieniam, ale to tak dla waszej wiadomości ;)
Violetta
Siedzieliśmy z Leónem pod stołem w kuchni. Na zewnątrz strzelają, a te ściany są cienkie jak papier.
-Boisz się?-spytałam, na co chłopak odpowiedział mi cicho- Nie. To się zdarza.
-Legenda głosi że miałam odpoczywać.
-Nie stresuj się. To najważniejsze.
-Ciężko się nie stresować, kiedy zostajesz porwana przez gang.
León podniósł głowę i wpatrywał się w pustą przestrzeń. Wyglądał tak, jakby sobie nagle coś uświadomił, dostał oświecenia- czy coś...
0-Wszystko w porządku?
-Nie pozwolę, żeby stała ci się krzywda- jego słowa wzbudziły we mnie pierwszy raz poczucie bezpieczeństwa. P r a w d z i w e poczucie bezpieczeństwa.
Zbliżyliśmy się do siebie. Zamknęłam oczy, i poczułam jego oddech na policzku. Tak nie wiele brakowało do pocałunku, kiedy łomot przerwał nam piękną chwilę. Ten łomot to naturalnie były i zatrzaskiwane przez Marcela drzwi. Facet rozmawiał przez telefon:
-Tak, dziewczyna jest u nas. Dobra. Jutro omówimy za nią cenę. Nie, nie jej ojciec płaci. Jakiś facet z Chicago.Przeraziłam się, słysząc te słowa. Czy on mówił o mnie?! Czy miałam zostać żywym towarem?!!
