sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 7 (8) 'Cena za wolność'

Hej :)
To powinien być rozdział 7, ale przez długi czas w wyniku mojego błędu, był on rozdziałem 8- już nie zmieniam, ale to tak dla waszej wiadomości ;)


Violetta 
Siedzieliśmy z Leónem pod stołem w kuchni. Na zewnątrz strzelają, a te ściany są cienkie jak papier. 
-Boisz się?-spytałam, na co chłopak odpowiedział mi cicho- Nie. To się zdarza. 
-Legenda głosi że miałam odpoczywać. 
-Nie stresuj się. To najważniejsze. 
-Ciężko się nie stresować, kiedy zostajesz porwana przez gang. 
León podniósł głowę i wpatrywał się w pustą przestrzeń. Wyglądał tak, jakby sobie nagle coś uświadomił, dostał oświecenia- czy coś...
0-Wszystko w porządku?
-Nie pozwolę, żeby stała ci się krzywda- jego słowa wzbudziły we mnie pierwszy raz poczucie bezpieczeństwa. P r a w d z i w e  poczucie bezpieczeństwa. 
Zbliżyliśmy się do siebie. Zamknęłam oczy, i poczułam jego oddech na policzku. Tak nie wiele brakowało do pocałunku, kiedy łomot przerwał nam piękną chwilę. Ten łomot to naturalnie były i zatrzaskiwane przez Marcela drzwi. Facet rozmawiał przez telefon:
-Tak, dziewczyna jest u nas. Dobra. Jutro omówimy za nią cenę. Nie, nie jej ojciec płaci. Jakiś facet z Chicago.
Przeraziłam się, słysząc te słowa. Czy on mówił o mnie?! Czy miałam zostać żywym towarem?!! 


-León-jęknęłam- Teraz to się boję na max'a. 
Chłopak przełknął głośno ślinę- pomimo nieudanej sceny miłosnej nie czuliśmy się ani trochę niezręcznie. Jakby to było coś normalnego. 
Jednak nie mogłam z głowy pozbyć się słów Marcela- broda zaczęła mi drżeć.
-Chodź-León ujął mnie za rękę i wyprowadził z pod stołu. Marcel patrzył na nas jak na idiotów i po chwili spytał: Co robiliście pod stołem? 
-Strzelali- León ułożył ręce na biodrach. 
-Aha, to spoko- najwidoczniej Marcel pojął powagę sytuacji. Spojrzał na mnie swoimi wrednie śmiejącymi się oczami, mówiącymi zarazem: Jesteś na mojej łasce. 
-León idź na górę sprawdzić, czy dalej strzelają- powiedział, a ja spojrzałam na niego błagalnie 
'Nie zostawiaj mnie tu z nim' myślałam, ale na nic moje prośby. León wyszedł posyłając mi przyjazne spojrzenie. 
-To wracając..-zaczął Marcelo zwracając się do mnie, a kiedy León zniknął za ścianą, chłopak szarpnął mnie za włosy i syknął mi prosto w twarz- Tatuś nie uczył że nie ładnie podsłuchiwać?!!- czułam od niego alkohol.
Po tych słowach, pchnął mnie w stronę podłogi, do której przywarłam. Kopnął w brzuch, tak mocno że w sekundzie straciłam siłę, żeby się bronić. Leżałam na plecach, a jasne światło raziło mnie po oczach. Nagle usłyszałam krzyk Leóna. Chłopak podniósł mnie i postawił mimowolnie na nogi. 
-I co braciszku?- Marcel uniósł jedną brew- Mówiłem ci że dzielicie karę. 
Już się zamachnął żeby uderzyć Leóna, ale ten był szybszy. 
Marcel leżał bezwładnie, a jego brat pchał mnie w stronę wyjścia. 
-Chodź! Mamy teraz szansę!
-Szansę na co?!
-Na ucieczkę.... 


Cholernie dawno mnie nie było
Cholernie krótki rozdział 
Cholernie beznadziejny
PRZEPRASZAM :( 


3 komentarze:

Autorka bloga ma szczera nadzieję, iż post ci się podobał.
Zostaw komentarz :)