León
Violetta była w 'swoim' pokoju, nadal ściskając moją komórkę w ręce. Ja na jej miejscu, zadzwoniłbym po pomoc, na policję, czy coś...ale ona najwidoczniej myślami była przy Federico.
Stałem w drzwiach i obserwowałem ją. Klęczała na podłodze- chyba nie wiedziała że tu jestem...
-Dlaczego twój brat uwziął się na mnie i na moją rodzinę?-spytała bez nutki strachu w głosie. Nie spodziewałem się po niej tak odważnego tonu.
-Marcelo robi wszystko co każe mu tata. Z tego co wiem to twój ojciec szesnaście lat temu pożyczył od mojego kilka tysięcy, na rozwój firmy. Kiedy stał się milionerem, zapomniał o umowie i...
-I trafiłam tutaj. Dlaczego ja, a nie Delice (czytaj: Delajs)
-Delice to..?
-Jego córka.
-No zastanówmy się-powiedziałem i usiadłem obok niej- Castillo pożyczył pieniądze szesnaście lat temu...a kto ma szesnaście lat?
-Planowali to, prawda? Wiedzieli że zapomni..że jeśli biznes się rozkręci, to on zapomni...
-Dobrze znasz tatuśka...A jeśli mogę spytać..dlaczego twoi rodzice się rozstali?
-Tata nas zostawił dla Esmeraldy. To się stało tak nagle... mama się nie spodziewała takiego ciosu z jego strony. Federico go znienawidził, za to że zrobił jej taką krzywdę. Przez miesiąc mieszkałam u babci, bo mama jedyne co robiła to płakała. A z resztą...po co ja ci to mówię..
-Bo podświadomie tego potrzebujesz. Potrzebujesz takiej rozmowy- nie masz się komu wygadać, ponieważ w rodzinie to temat tabu...
-Myślisz, że wiesz wszystko?
-Nie. Nie wiem wszystkiego- do dzisiaj nie wiem dlaczego moja mama odeszła, ojciec się mną nie interesuje, a brat jest kryminalistą. Nie wiem...
-Może twoja mama odeszła bo miała dość tego...co tu się wyprawia.
-Odkryłaś Amerykę...-westchnąłem, a ona odwróciła się gwałtownie.
-Chodź, coś ci pokażę-powiedziałem i ścisnąłem jej ramię. Wstałem, a ona za mną. Weszliśmy po schodach na piętro, a potem otworzyłem ciężkie drzwi, dużym kluczem.
Violetta
Weszliśmy do dużego pokoju- meble były tu poprzykrywane prześcieradłami. León odkrył, granatową kanapę i usiadł na niej. Przymknął powieki i uśmiechnął się delikatnie. Wyglądał jakby wspominał.
-Co to za miejsce?-spytałam i podeszłam do wielkiego regału z książkami.
-Nie mam pojęcia. Marcelo też nie wie. Jedyne kto by mógł nam coś powiedzieć to Chole, ale...nie chce rozmawiać.
-Eh-westchnęłam. Znałam to uczucie kiedy nikt nie chce czegoś czy wyjaśnić.
Zamknęłam oczy i przesuwałam palcami po skórzanych okładkach książek-kolejna rzecz którą uwielbiałam. Każda powieść była inna- jedna miała ciężką i chropowatą okładkę. Kolejna zaś, była tak delikatna że grzechem było by wzięcie jej do rąk.
Nagle moje palce najechały na okładkę, tak przyjemną w dotyku że nie mogłam wytrzymać i otworzyłam oczy. Delikatnie wysunęłam ją spośród innych pism i przyglądałam się jej. Okładka była fioletowa, z srebrnymi obrazkami, takimi jak księżyc, czy gwiazdy oraz księżniczka w zjawiskowej sukni przypatrująca się owym ciałom niebieskim.
Objęta tym niewyjaśnionym zachwytem, przyglądałam się książce, bijąc z myślami- otworzyć, czy też nie? Przeczytać albo...lepiej nie. To nie należy do mnie. W końcu jednak ciekawość wzięła górę i delikatnie rozchyliłam okładkę.
Już pierwszy napis świadczył o tym, że jednak nie powinnam tu zaglądać, a brzmaił on: Pamiętnik Rosalie Alfaro
-Jak miała na imię twoja mama?-spytałam drżącym głosem, a León najwyraźniej zaniepokojony moim tonem podniósł się z kanapy i odparł: Rosalie ( czyt. Rosali), a co?
Spojrzałam mu prosto w oczy i ponownie rozchyliłam okładkę.
-Skąd to wzięłaś?!-spytał ostro i wyrwał mi dziennik.
-Ja..ja nie wiem! Leżało, o tutaj!-wskazałam na puste miejsce na półce.
Boski!!Jeżeli nie dodasz dzisiaj nexta to się powiesze z ciekawości <33 Pisz dłuższe ;** kocham tego bloga<3
OdpowiedzUsuńSuper rozdział jak zawsze:)
OdpowiedzUsuń