Violetta
-Zgodnie z zaleceniami-León wziął poduszkę i położył ją z brzegu kanapy.
-Chyba że wolisz leżeć w pokoju...-powiedział i wbił we mnie wzrok. Jego czekoladowe oczy sparaliżowały mnie na parę sekund.
-Ni-nie-wyjąkałam, a on uśmiechnął się i powiedział- Wiem że mój brat jest brutalnym, sadystą i...i jest socjopatą... ale mnie nie musisz się bać.
-Yhm-mruknęłam, i położyłam się na wyznaczonym miejscu. Biłam się z myślami- powiedzieć to, czy nic nie mówić...?
-Dziękuję- powiedziałam w końcu, a chłopak zmieszał się jakby nie spodziewał tych słów.
Poczułam dziwne łaskotanie w żołądku.
-Mam nadzieję że nie urażę cię, jeśli skorzystam z materiałów, które mi pozostawiono-powiedział i wziął do ręki zieloną teczkę.
-Huh?-mruknęłam i się podniosłam, widząc napisane na teczce, czarnym markerem moje nazwisko.
-Violetta Maria Castillo, urodzona 30 kwietnia 1998 w Buenos Aires. Twoja mama to Angie Samarego, a ojcem jest biznesmen German Castillo. Twoi rodzice rozstali się dokładnie 7 lipca 2004 roku. W 2002 roku wygrałaś konkurs piosenki dziecięcej w przedszkolu do którego uczęszczałaś. W tym samym roku zagrałaś w przedstawieniu na Dzień Mamy pt: Kwiat Paproci.
W 2003 roku dostałaś propozycję zostania twarzą firmy 'SMILE' zajmującą się sprowadzaniem artykułów dziecięcych z Europy. Twoi rodzice odmówili. W 2006 roku zostałaś zapisana do szkoły muzycznej oraz, prywatnej szkoły podstawowej. W 2007 roku już zostałaś dumą owej szkoły muzycznej, zdobywając główną nagrodę na koncercie zamykającym rok szkolny. Zaśpiewałaś 'Ave Maryja'.
Po trzech latach nieustających sukcesów, zakończyłaś edukację muzyczną z wyróżnieniem od burmistrza. Przez kolejny rok, z powodu choroby i operacji strun głosowych, nie występowałaś publicznie, ale szybko to nadrobiłaś w roku 2012...
-Dość!-wrzasnęłam ze łzami w oczach. Skąd oni to wszystko wiedzą...? Przecież takie drobiazgi...chyba że..-do głowy przyszła mi pewna koncepcja- oni to planowali. O tym się nigdzie nie pisało, musieli tam być! Planowali porwanie...planowali wszystko od początku!! Ale czy przymierzali by się do ataku przez szesnaście bitych lat?
_____________
-Halo, Violetta...- León machał mi ręką przed oczami. Podniosłam się i zaczęłam na siłę sobie przypominać, co się wydarzyło.
-Yh..- jęknęłam i przetarłam ręką oczy.
-Zemdlałaś-powiedział chłopak- Skutek uboczny leków Chole. Jak się czujesz?
-Chyba dobrze...
-Zaczynasz się odzywać-krok w przód. Muszę na sekundę wyjść. Wrócę za 10 minut, okey?
-Dobrze...
Włącz piosenkę: Daughtry- You Don't Belong
León
Kiedy wychodziłem ze sklepu, mieszczącego się na przeciw budynku w którym mieszkam, zauważyłem Adama- gościa z 'oddziału' Marcela, któreo nazywałem chłopcem na posyłki- robił wszystko co kazał Marcelo. Zaniepokoił mnie widok tego faceta idącego od strony mojego domu. Violetta jest w nim sama.
Nagle dostałem olśnienia.. CHOLERA!
Biegłem z zakupami jak wariat, ludzie się na mnie gapili jak na upośledzonego.
Wpadłem do domu, i pierwsze co usłyszałem to płacz Violetty.
-Viola! Violetta gdzie jesteś?!!-krzyczałem i pobiegłem do pokoju w którym spała-nie było jej tam.
-Violetta!
Kiedy już obiegłem cały dom, znalazłem ją dopiero w łazience.
-Hej, co się stało?!
-On..on tu był i powiedział że...-odwróciła twarz w moją stronę, a na jej policzku widniał czerwony siniak.
-Marcelo...-syknąłem i dopiero po chwili dotarło do mnie że ona nie mówi o tym co jej zrobił Adam.
-On powiedział że Federico jest następny!
-Co? Kim jest Federico?
-To mój starszy brat!
-W teczce nic o nim nie było!
-Może to też było zaplanowane! Oni mu coś zrobią, muszę mu powiedzieć!! Muszę go ostrzec- panikowała.
-Spokojnie, znasz numer do niego?
Dziewczyna pokiwała szybko głową. Ona nie martwiła się oto że ma podbite oko- tylko o 19-letniego brata!
Federico
Byłem u siebie w mieszkaniu i powtarzałem na zajęcia, kiedy zadzwonił mój telefon. Numer nieznany.
-Halo?
-Federico uważaj, oni chcą ci coś zrobić!
-Violetta? Viola gdzie jesteś?! Wszystko dobrze?
-Uważaj, on powiedział że jesteś następny!
-Następny? Violetta, co się dzieję?!
-Oni przyjadą!!! Uważaj!!
-Violetta...!- wrzasnąłem, ale rozłączyła się. Przynajmniej wiem że żyje. Ale kto ma przyjść?! Mam być 'następny'?
Po chwili usłyszałem jak ktoś KOPIE w drzwi. Poszedłem do kuchni i wziąłem nóż do mięsa. Kopanie nie ustawało... zaczaiłem się za ścianką i delikatnie nacisnąłem klamkę. Drzwi zaczęły powoli i bezszelestnie ukazywać klatkę schodową oraz stojącą tam postać...
Oby Fede nic się nie stało ;c Leon<3 Czekam na kolejnego boskiego next ;*
OdpowiedzUsuńzaczęłam czytać i ten blog jest boski <3
OdpowiedzUsuńFede broń się! Rozdział jak zawsze boski:) czekam na next:*
OdpowiedzUsuń