Kiedy otworzyłam oczy, na stoliku nocnym nadal świeciła się lampka- no tak, w końcu nie ma tu okien. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy-dopiero po paru sekundach dotarło do mnie co tak na prawdę się stało, i gdzie jestem. Już nie czułam bólu- te tabletki na prawdę pomogły. Spojrzałam na antyczny zegar z wahadłem stojący w kącie- 5.30-może jeszcze śpią? Wymknę się cichaczem niezauważona i nikt nie ucierpi. Podeszłam do drzwi, i ułożyłam rękę na klamce- na trzy...raz...dwa...trzy!
Szybkim ruchem otworzyłam drzwi i natychmiast usłyszałam szorstki głos faceta który złapał mnie na strychu- Wybierasz się gdzieś?
Odwróciłam głowę i zobaczyłam jak ten facet je śniadanie z tym chłopakiem, który wczoraj był dla mnie taki miły.
-J-ja..-jąkałam się, a wtedy 'ten dobry' mrugnął do mnie przyjaźnie, dodając mi otuchy i odwagi- Chciałam skorzystać z łazienki.
-Pierwsze drzwi na lewo- rzucił szybko 'ten straszny'.
Wbiegłam do łazienki i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Cholera! Tu też nie ma okna!
Podeszłam do umywalki i przemyłam twarz lodowatą woda, zmywając resztki makijażu. Ręce mi się trzęsły, a serce wyrywało się z piersi. Usiadłam pod ścianą, wyprostowałam nogi i próbowałam się uspokoić. Marzyłam o kąpieli- nie ważne gdzie- czy pod prysznicem, czy w wannie, czy pod mostem...-po prostu się umyć.
-Halo?!-rozległo się głośne pukanie- Utknęłaś tam?!!
-Już wychodzę- powiedziałam i szybko otworzyłam drzwi, przy których stał 'ten straszny'.
-No nareszcie!-powiedział i pchnął mnie w stronę swojego miłego towarzysza.
-Bawcie się dobrze-syknął i uniósł jedną brew w tajemniczym uśmiechu. Drzwi trzasnęły tak bardzo, że aż podskoczyłam. Spojrzałam na chłopaka, i głośno przełknęłam ślinę. 'Bawcie się dobrze'? Co to miało znaczyć?
-Chodź-rzekł obojętnie chłopak i ruszył po schodach na górę.
Po chwili znaleźliśmy się pomieszczeniu z wielkim łóżkiem i równie wielką szafą, którą mój 'przełożony' otworzył i zaczął wyciągać ciuchy.
-Weź i przebierz się w to-złożył mi na rękach ułożone ubrania- Jeśli czujesz taką potrzebę, to możesz skorzystać z prysznica i wszelkich sprzętów typu- suszarka. Ja muszę wykonać jeden telefon..
-Yhm- zamruczałam i ponownie udałam się do łazienki. Jak cudownie było znaleźć się pod ciepłą wodą, i czuć jak krople moczą mi włosy- niczym deszcz.
Po bardzo relaksującej kąpieli, czas powrócić do szarej rzeczywistości pod tytułem: Zostałam Porwana.
Owinięta ręcznikiem, wysuszyłam włosy, a potem już miałam z powrotem ubrać sukienkę, którą miałam na sobie od wczoraj, kiedy przypomniały mi się słowa chłopaka i podarowane ubrania. Zaczęłam przeglądać owe cichy i jak się okazało są świetnie dobrane. Ubrałam je, a zestaw okazał się być w idealnym rozmiarze. Czułam się bosko.
Opuściłam łazienkę, nie pozostawiając w niej żadnych śladów użytku. Chłopak w kuchni kroił truskawki.
-Chcesz?-spytał, na co tylko skinęłam głową i wzięłam sobie połówkę.
-Który ci to zrobił?-spytał ponownie i wskazał na szyję. To był nie zły cios...
Spojrzałam na zdjęcie wiszące na ścianie- byli na nim wszyscy, którzy brali udział w porwaniu. Wskazałam na tego, który opuścił mieszkanie, przed półtorej godziny.
-Marcelo-syknął-Można się było tego spodziewać. Przepraszam cię za niego...a w ogóle to jak masz na imię?
-Violetta-a-powiedziałam cicho, a serce waliło mi jak młot.
-Ładne imię. Ja jestem León.
Chciałam spytać dlaczego to wszystko się stało, kiedy rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Przełknęłam ślinę, a León poszedł otworzyć.
-Cześć!-rozbrzmiał dziewczęcy głos. Miał bardzo przyjemne, melodyjne brzmienie.
-Hej, wejdź.
Po paru sekundach, obok mnie stała ładna dziewczyna mniej więcej mojego wzrostu.
-Dobrze że jesteś-powiedział León, do dziewczyny, która uśmiechnęła się do mnie i powiedziała-Hej, jestem Chole (czyt. Szoll) -Violetta.
Zapadła cisza. Dziewczyna zbliżyła się do chłopaka i wycedziła przez zęby- Okup, czy znajoma?
-Okup.
-Aaa...-po tych słowach Chole wróciła na swoje poprzednie miejsce
-To zaczynamy?-spytała, na co León-Myślę że tak...
Dziewczyna złapała biały, mały kuferek i pociągnęła mnie za sobą do pokoju w którym spałam.
**
-Uh...nieźle się potłukłaś...-powiedziała i otworzyła kuferek.
-Mogę spytać kim jesteś, co masz zamiar zrobić?
-Jasne! Jesteśmy rodzeństwem i jestem o 4 lata starsza od Leóna i o dwa od Marcela- mam 21 lat i studiuję medycynę- poszłam wcześniej na studia, dlatego już je kończę. Leo zadzwonił, żebym przyszła cię no...obejrzeć. Wiem do czego zdolny jest Marcelo, i szczerze ci współczujemy ,ale nie możemy nic poradzić.
-Nie narzekam. Mogło być gorzej...
-Nie przesadzaj. León dobrze zrobił, że zadzwonił do mnie. Podam ci kilka leków w formie zastrzyków- to złagodzi opuchliznę i przyspieszy gojenie się ran. Powinnaś teraz odpoczywać. Skorzystaj na tym że Marcelo wyjechał. Leo na pewno nie będzie przeciwny...-Chole uśmiechnęła się i zaczęła wbijać mi igły w poszczególne miejsca. Może nie będzie mi tu tak źle...kiedyś wrócę do domu, prawda?
***
Kiedy Chole skończyła podawać mi leki, wróciłyśmy do kuchni.
-I jak?- León wycierał ścierką mokre dłonie.
-Jest dobrze. Już to mówiłam i teraz powtórzę- dziewczyna spojrzała na mnie łagodnym wzrokiem- Odpoczywaj... Muszę już jechać, za pół godziny zaczynają mi się zajęcia. Jakby coś trzeba było, to León-odezwij się.
-Okey, pa.
-Pa Violu, miło było cię poznać.
-Pa, pa
Lucy to jest wspaniale...!Jeszcze nigdy nie spotkałam się z aż takim talentem <3
OdpowiedzUsuńPiszesz przebosko!<3 Czekam na next kochana <33
~~ Żelek ;)
Bardzo dziękuję za te miłe słowa :)
OdpowiedzUsuńZa co ty mi dziekujesz:) Przecież powiedziałam prawdę ;))
UsuńNie spodziewałam się c:
UsuńGenialne, boskie, świetne... Mega wciągające, masz talent:) czekam na next:*
OdpowiedzUsuń