León
-Kto robi najlepszego pieczonego kurczaka na świecie?- spytałem sam siebie, otwierając piekarnik i w rękawicach kuchennych, wyjmując danie. Trzymałem w płucach jego zapach przez jakieś 15 sekund, a potem odetchnąłem rozanielony.
-Zdecydowanie ja robię najlepszego pieczonego kurczaka!
.jpg)
Z zachwytu nad daniem, wyrwało mnie trzaśnięcie drzwiami. Przewiesiłem ścierkę przez ramię, i wyszedłem na spotkanie bratu i jego 'przyjaciołom'.
-Hej co tam?- spytałem, i dokładnie w tym samym momencie Marcelo- mój brat i prawa ręka naszego ojca w tym 'gangu' zatrzasnął drzwi do pokoju 'gościnnego'
-K-kto tam jest?- spytałem, i chciałem podejść do drzwi, ale Marcel mnie powstrzymał.
-Nie idź tam. Zrobiłeś kolację?
-Tak. Tak zrobiłem- powiedziałem z przekąsem i zacząłem kroić kurczaka- Ale nie dla was...
-Jak to?
-Chcę być wtajemniczony we wszystko co wyprawiacie!
Marcel spojrzał w ziemię, i rzekł cicho- Dziewczyna.
-Co 'dziewczyna'?
-Tam jest dziewczyna. Ojciec zarządził okup.
-Znowu...?
-Yhm. Dobra to...możemy już jeść?
-Najpierw damy- powiedziałem i uśmiechnąłem się sarkastycznie.
Miałem dość ciągłych rozkazów ojca. Legenda głosi że mamy mamę która mieszka w Paryżu...kiedyś..kiedyś się wyrwę z tej dziury i ją znajdę. I zerwę kontakt z Buenos Aires.
Niosąc pachnącego kurczaka na talerzu, zapukałem do pokoju w którym znajdowała się dziewczyna, a potem nacisnąłem klamkę. Siedziała oparta o komodę, pod zabudowanym oknem.
-Hej-szepnąłem, a on jeszcze bardziej się skuliła. Jej bystre oczy obserwowały każdy mój ruch. Jej oddech był płytki i ciągle przyspieszał.
-Coś cię boli?-spytałem, ale ona nawet nie mrugnęła. Milczała jak grób. Dopiero po paru sekundach, uniosła rękę i przyłożyła ją do brzucha-Boli?-spytałem, a on kiwnęła delikatnie głową.
-Poczekaj- wstałem i położyłem talerz na komodzie. Wyszedłem z pokoju, aby za chwilę do niego wrócić z tabletkami.
Nie zważając na nic, wróciłem do dziewczyny z pudełkiem silnych tabletek przeciwbólowych, szklanką wody i lodem-zauważyłem że ma siniaka przy skroni. . Kucnąłem przy niej i przyłożyłem jej lód do czoła.
-Trzymaj. Usiądź tam-wskazałem na mały, okrągły stolik w kącie przy którym stało jedno krzesło.
-I zjedz kolację. Kiedy skończysz dam ci tabletkę przeciwbólową i położysz się, dobrze?- spytałem a ona znów tylko kiwnęła głową.
Violetta
Usiadłam przy owym stoliku z kurczakiem przed sobą. Byłam głodna, więc zabrałam się do jedzenia. Tamci faceci byli brutalni, a on jest...miły. Zanim dostałam się tu to jeszcze dużo przeszłam- zmuszali mnie do mówienia, gdzie mieszka mój ojciec i wszystko co wiem o nim. Pomimo tego że nie utrzymywałam z nim kontaktu, nie chciałam wpakować go w tarapaty.
Ten chłopak zdaje się wrażliwy na krzywdę innych.
Podczas kiedy jadłam, on ścielił łóżko. Przyniósł z innego pokoju pościel w kwiaty i rozłożył kanapę. Przyglądałam mu się nie rozumiejąc dlaczego to wszystko robi. Kiedy spojrzał na mnie, szybko spuściłam wzrok. Wpatrywałam się w pusty talerz- ból brzucha nie ustąpił, chodź w duchu modliłam się żeby bolał z głodu.
-Teraz, weź tą tabletkę i połóż się. Postaraj się usnąć- szybciej minie ci czas, ponieważ te tabletki nie działają od razu. Jakbyś czegoś potrzebowała, zapukaj trzy razy. Na pewno usłyszę- po tych słowach uśmiechnął się przyjaźnie i zapalił nocą lampkę. Kiedy opuścił pokój, zażyłam leki i położyłam się do łóżka.
Myślałam o nim- nie mogłam go 'wygonić' z mojej głowy.
Dlaczego mi pomógł?
Dlaczego mnie nie uderzył, nie pociągnął za włosy i nie pchnął na ścianę?
Dlaczego jest inny?
León
Siedziałem w kuchni kiedy reszta się już rozeszła. Mieszkaliśmy sami z Marcelem w tym ogromnym mieszkaniu. Naturalnie, jego koledzy przesiadywali tu całe wieczory.
-Co tam, młody?-spytał kiedy wyszedł spod prysznica. Miał na sobie dres i czarną koszulkę.
-Nie wiem, i nie chcę wiedzieć co zrobiliście tej dziewczynie, ale jeszcze nigdy nie widziałem tak zlęknionej osoby, a było ich tu wiele...
-Słuchaj, wiesz jak jest. Żeby uzyskać szacunek, muszą się ciebie bać. Radzę ci się do tego zastosować, ponieważ jutro jadę do ojca, i nie będzie mnie cały dzień.
-Czyli mniej więcej o której będziesz?
-Nie czekaj na mnie z kolacją... w zasadzie to nie wiem czy wrócę na noc. Poradzisz sobie z tą dziw...
| Marcelo |
-Kiedyś też taki będziesz.
-Nie wydaję mi się.
-Też tak mówiłem. Dopóki jesteśmy pod kontrolą ojca, nie mamy wyboru. Co więcej... skoro tak ci zależy na tej lali, to weź ją sobie...Od teraz, będziecie dzielić karę za każdy jej wybryk. Źle ci w dotychczasowym życiu? Tata nauczy dyscypliny...
-Uderzysz mnie?
-Nie ja...
-Nie mam zamiaru, mieszkać tutaj z tobą. Mam nie co wyższe ambicje.
-Nie licz na matkę. Ma swoją rodzinę-jest szczęśliwa bez nas- po tych słowach odszedł. Nienawidziłem go takiego- tak bardzo się zmienił...
Będzie mnie teraz tatusiem straszył...ojciec pewnie nie wie kiedy się urodziłem!
Poszedłem do pokoju tej dziewczyny- chciałem zobaczyć czy śpi- rzeczywiście spała. Wyglądała jak śpiąca królewna- była ułożona w prostej linii, z rękami złożonymi na płaskim brzuchu. Przejechałem jej palcem po szyi, kiedy nagle drgnęła niespokojnie. Odsłoniłem szyje przykrytą włosami, a tam widniała wielka, fioletowa 'śliwa'. To musiało boleć...
-Będzie dobrze-szepnąłem- Żadne z nas nie zostanie tu długo...
Genialny rozdział, to opowiadanie jest takie wciągające. Blog jest świetny, postaram się tu wpadać:) czekam na następny rozdział!
OdpowiedzUsuńHej! Cieszę się że ci się podoba...:)
UsuńZgadzam sie z Viola 17 <3
Usuń